Czwarty
września-
to ważna data, z dwóch powodów. Mój mąż obchodzi urodziny, a
drugi to wyjazd po pracy do Mamy. W szkole czas szybko minął, bo
myślami jest już w drodze. Tym bardziej, że przede mną 650 km.
Zabieram ze szkoły starszego syna, by towarzyszył mi w podróży.
I jadę.... już nie spokojnie. Nawet nie zatrzymuje się po drodze..
tylko jadę w milczeniu. A w głowie niezmiennie pieśń żałobna "
Do domu wracam jak
strudzony pielgrzym ".
I chodź walczę z tym, pieśń powraca jak mantra. Dojeżdżam koło
23:00, wita mnie Tata i mówi, że rano jedzie z Mamą na konsylium
lekarskie do Szczecina- odrazu mówię, że jadę z nimi. Wchodzę po
cichu do domu, by nie obudzić Mamy, ale ona już czeka, przychodzi
do kuchni, wita mnie czule, chodź sił już nie ma, obejmuję ją
delikatnie i już czuję spokój. Jestem w domu.....Przez chwilę
jeszcze rozmawiamy i kładziemy się spać, bo rano koło 6:00
pobudka. Dzwonię do męża, melduję że dojechałam i mówię o
planach na dzień jutrzejszy. Pytam o córcię, bo bardzo za nią
tęsknię. Wiem, że ona też bardzo to przeżywa. Jeszcze chwilę
leże, ale ze zmęczenia zasypiam.
Pamiętaj że 60 sekund smutku, zabiera Ci minutę szczęścia- CHEMIA
niedziela, 25 października 2015
poniedziałek, 19 października 2015
„Chorowanie wymaga większej odwagi niż śmierć”-Chemia
Jest 3
września, wstaje z mężem około 5:30, on do pracy, a ja bo nie mogę spać. W
głowie jedno- muszę do Mamy. Przychodzę
do szkoły jeszcze przed czasem, pukam do Pani Wicedyrektor i proszę o dzień
opieki, bo mam jeszcze taki w zanadrzu. Oczywiście nie ma problemu, sama
proponuje mi abym wzięła tydzień opieki nad Mamą, bo tak mi się należy, ale
odmawiam (bo przecież moje poczucie obowiązku zabrania mi zostawić szkołę, tak
jakby miała się bezemnie zawalić). Wciąż przecież jest jeszcze praca i moje
pierwszaki. Nie mogę ich przecież zostawić, bo dopiero co się klimatyzują w
szkole. Weekend wystarczy, myślę w głowie. Dzień przebiega spokojnie, poznajemy
szkołę i ich pracowników. Dzieci wyglądają na zadowolone, nawet mój Janek z
zaciekawieniem przechadzał się po szkole, zaczepiając wszystkich po drodze.
Najbardziej spodobała mu się Pani Dyrektor, do której mówił przez Ty.
A w domu moja
czteroletnia córeczka nie odstępuje mnie na krok, pyta dlaczego płaczę. Bronie
się mówiąc, że boli mnie głowa, ale ona nie dowierza i dalej dopytuje.
Moje myśli
przeplata tyle spraw, że nawet nie czuje zmęczenia, zaparzam kawę i siadam do
stołu. Zaczął się rok szkolny więc przygotowuję plan wychowawczy, przeglądam
strony internetowe, poszukuję nowości.
Analizuję książkę do klasy pierwszej i ćwiczenia, ministerialny
"Elementarz" też jest dla nas czymś nowym. No cóż nie każdemu się on
podoba, ale tak naprawdę nie mamy wyboru, więc nie przeżywam tego specjalnie.
Wieczór przebiegł spokojnie, nie dzwonię do domu, by nie budzić Mamy.
piątek, 16 października 2015
Drugi września
Piękny poranek, budzę dzieciaki,
idę z Małą do przedszkola i biegnę do pracy. Wchodząc do szkoły
zaczepiła mnie mama jednego z chłopców, po rozmowie okazało się,
że jest to dziecko z autyzmem. Wręczyła mi opinię z poradni
psychologiczo-pedagogicznej i po krótce opowiedziała o synu.
Zapytałam o interesujące mnie rzeczy i poprosiłam o numer
telefonu, aby w razie pytań zatelefonować.
Janek jest chłopcem w normie intelektualnej, jednak nie
dojrzałym społecznie. Autyzm zaburza prawidłowe funkcjonowanie
dziecka.
Jak
dotąd moja wiedza o autyzmie ograniczała się do teorii z
literatury specjalistycznej, internetu, telewizji. Była
powiedziałabym dość niepełna z racji tego, że nie miałam
konieczności uzupełniania jej w stopniu zapewniającym orientację
w tym zagadnieniu. Zajęcia z Jankiem będą stanowiły wielkie
wyzwanie dla moich dotychczasowych umiejętności i wiedzy
pedagogicznej. Głębokie zaburzenia zachowania chłopca budziły
wiele obaw i pytań. Z pomocą
przybyła mi Ania, koleżanka Janka z przedszkola, która dba o
niego jak o brata, uspokaja gdy dostaje ataku agresji, głaszcze,
zaprowadza na stołówkę,broni jak trzeba. Jest bardzo pomocna w
tych pierwszych dniach. Tym bardziej, że wszyscy się dopiero
poznajemy. Dzieci mają łatwiej, ponieważ większość jest z
jednego przedszkola. Wspólna zabawa, zdziałała cuda, wszyscy czują
wspaniale i powoli się zadamawiają. Co prawda zdarza się czasami,
że ktoś ma smutną minę, albo chwilę popłacze, ale nie sposób
się tego ustrzec. Nowy świat, nowa Pani, wszystko nowe.
Dobrze,
że jest rodzina, dobrze, że są przyjaciele, którzy mnie wspierają. Muszę zająć czymś myśli, więc biorę się do pracy,
czytam opinię mojego Janka i szukam w internecie nowinek na temat
dzieci autystycznych. Na facebooku odnajduje świetną stronę-
poradnik autystyczny i wgłębiam się w ten świat by zrozumieć
mojego ucznia.
czwartek, 15 października 2015
Wrzesień 2014
Kolejny
rok szkolny i wszystko zaczynamy od początku. Obejmuje pierwszą
klasą, chodź to trudny czas w moim życiu osobistym. Coś się
kończy i coś zaczyna..... przynajmniej dla mnie. Zawsze cieszyłam
się na każdy nowy rok szkolny, kocham swoją pracę i bez niej było
by mi ciężko. Teraz kiedy wiem, że moja Mama umiera nic nie cieszy,
w głowie i duszy pustka. Jednak nadal walczę i liczę na to, że
wszystko się jakoś ułoży i zdarzy się cud. W pracy zapominam o
swoich problemach i czuję się lepiej. Patrzę na dzieciaczki i
świat nabiera innych barw. Już wiem, że nie będzie lekko.
Pierwszy dzień a już widać, że ten rocznik do łatwych nie
należy, dziesięciu chłopców i dziewięć dziewczynek z
charakterem. Jutro poznamy się bliżej.
Jeszcze
parę pytań ze strony rodziców i wszyscy rozchodzą się do domu.
W
domu zamieszanie, najstarszy syn zaczyna czwartą klasę technikum,
średnia pociecha już piątą, a nasza Królewna już chodzi do
Biedronek. Ja w natłoku myśli staram się nad wszystkimi zapanować,
ale raczej mi to nie wchodzi. Siedzę jeszcze do późna i myślę o
Mamie, oglądam zdjęcia z przed miesiąca i myślę, że to wszystko
niemożliwe.
niedziela, 11 października 2015
To kim jesteśmy
zawdzięczamy swoim bliskim, nasz charakter najpierw kształtują rodzice, potem szkoła, nauczyciele, życie. To im
zawdzięczamy swój rozwój intelektualny i duchowy.
Kiedy tracimy
kogoś bliskiego zaczynamy rozumieć co jest w naszym życiu cenne. Bo przecież
nieważne jest miejsce w którym żyjemy, ale ludzie, którymi się w tym miejscu
otaczamy.
Straciłam
osobę mi najbliższą, matkę, która zawsze była przy mnie. Na ból po stracie
ukochanej osoby nie ma żadnej recepty. Trzeba samemu jakoś to sobie poukładać,
samemu przyjąć tą tragiczną prawdę do świadomości. Wiem, że rozum mówi jedno, a
dusza całkiem co innego. Wszystkie pytania typu –dlaczego właśnie Ona, dlaczego
tak wcześnie, gdzie jest sprawiedliwość boska -nie przyniosą ukojenia. Nie
można się katować złością na los, żalem do wszystkiego, szukać uciążliwie dla
siebie odpowiedzi, których i tak nigdy się nie usłyszy.
Moja Mama
wniosła do mojego życia najważniejsze wartości. Była nie tylko Matką trojga
swoich dzieci, które co tu mówić sama wychowała, ukształtowała dom, nadała mu
charakter i atmosferę, sama ciężko pracowała i nie zawsze dla przyjemności. Ale
też miała na swój sposób życie piękne. Zawsze była panią swojego domu. Mogła
realizować swoje plany, budować nowe wizje domu, planować sobie na kolejne
długie lata. Miała dzieci, zdrowe, ładne i mądre, które były Jej szczęściem. I
taką powinniśmy wszyscy Ją ciągle pamiętać. Pozostała fizycznie w nas swoich
dzieci, i wnukach, w naszym domu w Rogowie, gdzie wszystko dotknięte było Jej
ręką. Powinna pozostać nam tylko wdzięczność za Jej obecność na świecie, za
szczęście jakie nas spotkało dzięki Niej, i za to jakimi jesteśmy. Tak to
prawda, że nie ma Jej w domu, ale przecież ciągle jest w naszej pamięci, w każdym
wspomnieniu, na każdym zdjęciu i obrazku. I dusza Jej nieśmiertelna na pewno
jest zawsze z nami. Jestem przekonana, że nigdy nie życzyła by sobie, aby w tak
trudnych momencie życia jak ten, każde z nas pogrążone we własnym żalu
zapomniało o tym, co jest najważniejsze –pozostała przecież dalej nasza
Rodzina, ta którą Mama stworzyła, ale przecież każde z Nas ma też swoją rodzinę
i trzeba walczyć o jej byt i rozwój. Nie przyniesiemy chwały dla jej
pamięci, jeżeli zamkniemy w sobie tylko
ten żal i smutek kosztem naszych najbliższych. Miłość i wdzięczną pamięć dla
Mamy osiągnąć możemy tylko przez codzienny, dalszy trud. Bo my wszyscy jesteśmy
mądrzejsi przez te tragiczne doświadczenie, że nic nie jest nam dane na zawsze
i tylko dla siebie. Pamiętać musimy, że żyjemy przede wszystkim dla swoich
najbliższych. I trzeba się starać codziennie tak, jakby to był nasz dzień
ostatni. Może to slogan, ale coś w tym jest. Bo możemy z czymś nie zdążyć. A
pamiętać trzeba nie tylko z żalem, ale częściej wspomnieniem tego co było miłe,
ciepłe i wesołe. Mama przynosiła radość, a nie smutki. I taka na pewno chciała
by być zapamiętana. Pozostaje jednak w naszym sercu i dlatego tak boli Jej
nieobecność. Ten ból i żal nigdy nie mija, ale tylko świadomość wdzięczności za
te wszystkie wspólne lata potrafi złagodzić cierpienie. I wmawiam sobie, że to
nie prawda, że Jej nie ma, bo jest w moich myślach, wspomnieniach i sercu. Mama wyszła tylko na jakiś czas. Każdy nasz
sukces, nowa radosna wiadomość, coś nowego i w życiu cennego, to kolejna mała
cegiełka do naszej wspólnej wdzięczności. I trzeba z tym żyć...........
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

