niedziela, 25 października 2015

KOCHAJ JAKBY JUTRA MIAŁO NIE BYĆ!

Czwarty września- to ważna data, z dwóch powodów. Mój mąż obchodzi urodziny, a drugi to wyjazd po pracy do Mamy. W szkole czas szybko minął, bo myślami jest już w drodze. Tym bardziej, że przede mną 650 km. Zabieram ze szkoły starszego syna, by towarzyszył mi w podróży. I jadę.... już nie spokojnie. Nawet nie zatrzymuje się po drodze.. tylko jadę w milczeniu. A w głowie niezmiennie pieśń żałobna " Do domu wracam jak strudzony pielgrzym ". I chodź walczę z tym, pieśń powraca jak mantra. Dojeżdżam koło 23:00, wita mnie Tata i mówi, że rano jedzie z Mamą na konsylium lekarskie do Szczecina- odrazu mówię, że jadę z nimi. Wchodzę po cichu do domu, by nie obudzić Mamy, ale ona już czeka, przychodzi do kuchni, wita mnie czule, chodź sił już nie ma, obejmuję ją delikatnie i już czuję spokój. Jestem w domu.....Przez chwilę jeszcze rozmawiamy i kładziemy się spać, bo rano koło 6:00 pobudka. Dzwonię do męża, melduję że dojechałam i mówię o planach na dzień jutrzejszy. Pytam o córcię, bo bardzo za nią tęsknię. Wiem, że ona też bardzo to przeżywa. Jeszcze chwilę leże, ale ze zmęczenia zasypiam.

poniedziałek, 19 października 2015

„Chorowanie wymaga większej odwagi niż śmierć”-Chemia

Jest 3 września, wstaje z mężem około 5:30, on do pracy, a ja bo nie mogę spać. W głowie jedno-  muszę do Mamy. Przychodzę do szkoły jeszcze przed czasem, pukam do Pani Wicedyrektor i proszę o dzień opieki, bo mam jeszcze taki w zanadrzu. Oczywiście nie ma problemu, sama proponuje mi abym wzięła tydzień opieki nad Mamą, bo tak mi się należy, ale odmawiam (bo przecież moje poczucie obowiązku zabrania mi zostawić szkołę, tak jakby miała się bezemnie zawalić). Wciąż przecież jest jeszcze praca i moje pierwszaki. Nie mogę ich przecież zostawić, bo dopiero co się klimatyzują w szkole. Weekend wystarczy, myślę w głowie. Dzień przebiega spokojnie, poznajemy szkołę i ich pracowników. Dzieci wyglądają na zadowolone, nawet mój Janek z zaciekawieniem przechadzał się po szkole, zaczepiając wszystkich po drodze. Najbardziej spodobała mu się Pani Dyrektor, do której mówił przez Ty. 
Cały czas jestem na "łączach" z siostrą i tatą. Pytam jak czuje się Mama. Jest słaba, gorączkuje, ale wstaje, siada w swojej ulubionej kuchni, w miejscu, które lubi w tym domu najbardziej.  Lekarz kazał podawać tylko syrop na apetyt i leki przeciwgorączkowe. A znajoma pielęgniarka przychodzi by podać zastrzyk przeciw zakrzepowy. Tata mógłby robić go sam, ale się boi.
A w domu moja czteroletnia córeczka nie odstępuje mnie na krok, pyta dlaczego płaczę. Bronie się mówiąc, że boli mnie głowa, ale ona nie dowierza i dalej dopytuje.

Moje myśli przeplata tyle spraw, że nawet nie czuje zmęczenia, zaparzam kawę i siadam do stołu. Zaczął się rok szkolny więc przygotowuję plan wychowawczy, przeglądam strony internetowe, poszukuję nowości.  Analizuję książkę do klasy pierwszej i ćwiczenia, ministerialny "Elementarz" też jest dla nas czymś nowym. No cóż nie każdemu się on podoba, ale tak naprawdę nie mamy wyboru, więc nie przeżywam tego specjalnie. Wieczór przebiegł spokojnie, nie dzwonię do domu, by nie budzić Mamy. 

piątek, 16 października 2015

Drugi września

 Piękny poranek, budzę dzieciaki, idę z Małą do przedszkola i biegnę do pracy. Wchodząc do szkoły zaczepiła mnie mama jednego z chłopców, po rozmowie okazało się, że jest to dziecko z autyzmem. Wręczyła mi opinię z poradni psychologiczo-pedagogicznej i po krótce opowiedziała o synu. Zapytałam o interesujące mnie rzeczy i poprosiłam o numer telefonu, aby w razie pytań zatelefonować.
Janek jest chłopcem w normie intelektualnej, jednak nie dojrzałym społecznie. Autyzm zaburza prawidłowe funkcjonowanie dziecka.
Jak dotąd moja wiedza o autyzmie ograniczała się do teorii z literatury specjalistycznej, internetu, telewizji. Była powiedziałabym dość niepełna z racji tego, że nie miałam konieczności uzupełniania jej w stopniu zapewniającym orientację w tym zagadnieniu. Zajęcia z Jankiem będą stanowiły wielkie wyzwanie dla moich dotychczasowych umiejętności i wiedzy pedagogicznej. Głębokie zaburzenia zachowania chłopca budziły wiele obaw i pytań. Z pomocą przybyła mi Ania, koleżanka Janka z przedszkola, która dba o niego jak o brata, uspokaja gdy dostaje ataku agresji, głaszcze, zaprowadza na stołówkę,broni jak trzeba. Jest bardzo pomocna w tych pierwszych dniach. Tym bardziej, że wszyscy się dopiero poznajemy. Dzieci mają łatwiej, ponieważ większość jest z jednego przedszkola. Wspólna zabawa, zdziałała cuda, wszyscy czują wspaniale i powoli się zadamawiają. Co prawda zdarza się czasami, że ktoś ma smutną minę, albo chwilę popłacze, ale nie sposób się tego ustrzec. Nowy świat, nowa Pani, wszystko nowe.
To był ciężki dzień, nie tylko ze względu na dzieci, tym bardziej, że Janek pokazał, że nie wszystko mu się podoba. Codzienny telefon do domu, rozmowy chodź krótkie z Mamą przynoszą jednocześnie ból i ukojenie. Nadal walczymy, nadal szukamy ratunku. Dzwonię więc do Wujka Janusza, który jest lekarzem, pytam co z Mamą? Czy jest szansa by jeszcze z nami została.... powiedział wprost, nie licz na nic, dajcie jej spokój. Rozpłakałam się wręcz na głos, nie wiem co się działo przez prawie godzinę. Był przy mnie mąż i dzieciaki, ale nic nie ukoiło mojego bólu. W środku krzyczałam, dlaczego ona, jak to? Przecież nic nie wskazywało. Milion myśli, milion pytań. Jak dalej żyć ze śmiercią ukochanej osoby w tle. Cisza, pustka i nic innego dookoła.
Dobrze, że jest rodzina, dobrze, że są przyjaciele, którzy mnie wspierają. Muszę zająć czymś myśli, więc biorę się do pracy, czytam opinię mojego Janka i szukam w internecie nowinek na temat dzieci autystycznych. Na facebooku odnajduje świetną stronę- poradnik autystyczny i wgłębiam się w ten świat by zrozumieć mojego ucznia.

czwartek, 15 października 2015

Wrzesień 2014

Kolejny rok szkolny i wszystko zaczynamy od początku. Obejmuje pierwszą klasą, chodź to trudny czas w moim życiu osobistym. Coś się kończy i coś zaczyna..... przynajmniej dla mnie. Zawsze cieszyłam się na każdy nowy rok szkolny, kocham swoją pracę i bez niej było by mi ciężko. Teraz kiedy wiem, że moja Mama umiera nic nie cieszy, w głowie i duszy pustka. Jednak nadal walczę i liczę na to, że wszystko się jakoś ułoży i zdarzy się cud. W pracy zapominam o swoich problemach i czuję się lepiej. Patrzę na dzieciaczki i świat nabiera innych barw. Już wiem, że nie będzie lekko. Pierwszy dzień a już widać, że ten rocznik do łatwych nie należy, dziesięciu chłopców i dziewięć dziewczynek z charakterem. Jutro poznamy się bliżej.
Jeszcze parę pytań ze strony rodziców i wszyscy rozchodzą się do domu.
Zostaję jeszcze w klasie, przygotowuję książki i ćwiczenia, układam potrzebne mi pomoce. Sprawdzam komputer i tablicę multimedialną, czy działa. Drukuje rozkłady materiałów, żeby nie szukać ich później. Wydaje się,że wszystko już gotowe.
W domu zamieszanie, najstarszy syn zaczyna czwartą klasę technikum, średnia pociecha już piątą, a nasza Królewna już chodzi do Biedronek. Ja w natłoku myśli staram się nad wszystkimi zapanować, ale raczej mi to nie wchodzi. Siedzę jeszcze do późna i myślę o Mamie, oglądam zdjęcia z przed miesiąca i myślę, że to wszystko niemożliwe.

niedziela, 11 października 2015

To kim jesteśmy zawdzięczamy swoim bliskim, nasz charakter najpierw kształtują rodzice,  potem szkoła, nauczyciele, życie. To im zawdzięczamy swój rozwój intelektualny i duchowy.
Kiedy tracimy kogoś bliskiego zaczynamy rozumieć co jest w naszym życiu cenne. Bo przecież nieważne jest miejsce w którym żyjemy, ale ludzie, którymi się w tym miejscu otaczamy.
Straciłam osobę mi najbliższą, matkę, która zawsze była przy mnie. Na ból po stracie ukochanej osoby nie ma żadnej recepty. Trzeba samemu jakoś to sobie poukładać, samemu przyjąć tą tragiczną prawdę do świadomości. Wiem, że rozum mówi jedno, a dusza całkiem co innego. Wszystkie pytania typu –dlaczego właśnie Ona, dlaczego tak wcześnie, gdzie jest sprawiedliwość boska -nie przyniosą ukojenia. Nie można się katować złością na los, żalem do wszystkiego, szukać uciążliwie dla siebie odpowiedzi, których i tak nigdy się nie usłyszy.
 Moja Mama wniosła do mojego życia najważniejsze wartości. Była nie tylko Matką trojga swoich dzieci, które co tu mówić sama wychowała, ukształtowała dom, nadała mu charakter i atmosferę, sama ciężko pracowała i nie zawsze dla przyjemności. Ale też miała na swój sposób życie piękne. Zawsze była panią swojego domu. Mogła realizować swoje plany, budować nowe wizje domu, planować sobie na kolejne długie lata. Miała dzieci, zdrowe, ładne i mądre, które były Jej szczęściem. I taką powinniśmy wszyscy Ją ciągle pamiętać. Pozostała fizycznie w nas swoich dzieci, i wnukach, w naszym domu w Rogowie, gdzie wszystko dotknięte było Jej ręką. Powinna pozostać nam tylko wdzięczność za Jej obecność na świecie, za szczęście jakie nas spotkało dzięki Niej, i za to jakimi jesteśmy. Tak to prawda, że nie ma Jej w domu, ale przecież ciągle jest w naszej pamięci, w każdym wspomnieniu, na każdym zdjęciu i obrazku. I dusza Jej nieśmiertelna na pewno jest zawsze z nami. Jestem przekonana, że nigdy nie życzyła by sobie, aby w tak trudnych momencie życia jak ten, każde z nas pogrążone we własnym żalu zapomniało o tym, co jest najważniejsze –pozostała przecież dalej nasza Rodzina, ta którą Mama stworzyła, ale przecież każde z Nas ma też swoją rodzinę i trzeba walczyć o jej byt i rozwój. Nie przyniesiemy chwały dla jej pamięci,  jeżeli zamkniemy w sobie tylko ten żal i smutek kosztem naszych najbliższych. Miłość i wdzięczną pamięć dla Mamy osiągnąć możemy tylko przez codzienny, dalszy trud. Bo my wszyscy jesteśmy mądrzejsi przez te tragiczne doświadczenie, że nic nie jest nam dane na zawsze i tylko dla siebie. Pamiętać musimy, że żyjemy przede wszystkim dla swoich najbliższych. I trzeba się starać codziennie tak, jakby to był nasz dzień ostatni. Może to slogan, ale coś w tym jest. Bo możemy z czymś nie zdążyć. A pamiętać trzeba nie tylko z żalem, ale częściej wspomnieniem tego co było miłe, ciepłe i wesołe. Mama przynosiła radość, a nie smutki. I taka na pewno chciała by być zapamiętana. Pozostaje jednak w naszym sercu i dlatego tak boli Jej nieobecność. Ten ból i żal nigdy nie mija, ale tylko świadomość wdzięczności za te wszystkie wspólne lata potrafi złagodzić cierpienie. I wmawiam sobie, że to nie prawda, że Jej nie ma, bo jest w moich myślach, wspomnieniach i sercu.  Mama wyszła tylko na jakiś czas. Każdy nasz sukces, nowa radosna wiadomość, coś nowego i w życiu cennego, to kolejna mała cegiełka do naszej wspólnej wdzięczności. I trzeba z tym żyć...........