piątek, 16 października 2015

Drugi września

 Piękny poranek, budzę dzieciaki, idę z Małą do przedszkola i biegnę do pracy. Wchodząc do szkoły zaczepiła mnie mama jednego z chłopców, po rozmowie okazało się, że jest to dziecko z autyzmem. Wręczyła mi opinię z poradni psychologiczo-pedagogicznej i po krótce opowiedziała o synu. Zapytałam o interesujące mnie rzeczy i poprosiłam o numer telefonu, aby w razie pytań zatelefonować.
Janek jest chłopcem w normie intelektualnej, jednak nie dojrzałym społecznie. Autyzm zaburza prawidłowe funkcjonowanie dziecka.
Jak dotąd moja wiedza o autyzmie ograniczała się do teorii z literatury specjalistycznej, internetu, telewizji. Była powiedziałabym dość niepełna z racji tego, że nie miałam konieczności uzupełniania jej w stopniu zapewniającym orientację w tym zagadnieniu. Zajęcia z Jankiem będą stanowiły wielkie wyzwanie dla moich dotychczasowych umiejętności i wiedzy pedagogicznej. Głębokie zaburzenia zachowania chłopca budziły wiele obaw i pytań. Z pomocą przybyła mi Ania, koleżanka Janka z przedszkola, która dba o niego jak o brata, uspokaja gdy dostaje ataku agresji, głaszcze, zaprowadza na stołówkę,broni jak trzeba. Jest bardzo pomocna w tych pierwszych dniach. Tym bardziej, że wszyscy się dopiero poznajemy. Dzieci mają łatwiej, ponieważ większość jest z jednego przedszkola. Wspólna zabawa, zdziałała cuda, wszyscy czują wspaniale i powoli się zadamawiają. Co prawda zdarza się czasami, że ktoś ma smutną minę, albo chwilę popłacze, ale nie sposób się tego ustrzec. Nowy świat, nowa Pani, wszystko nowe.
To był ciężki dzień, nie tylko ze względu na dzieci, tym bardziej, że Janek pokazał, że nie wszystko mu się podoba. Codzienny telefon do domu, rozmowy chodź krótkie z Mamą przynoszą jednocześnie ból i ukojenie. Nadal walczymy, nadal szukamy ratunku. Dzwonię więc do Wujka Janusza, który jest lekarzem, pytam co z Mamą? Czy jest szansa by jeszcze z nami została.... powiedział wprost, nie licz na nic, dajcie jej spokój. Rozpłakałam się wręcz na głos, nie wiem co się działo przez prawie godzinę. Był przy mnie mąż i dzieciaki, ale nic nie ukoiło mojego bólu. W środku krzyczałam, dlaczego ona, jak to? Przecież nic nie wskazywało. Milion myśli, milion pytań. Jak dalej żyć ze śmiercią ukochanej osoby w tle. Cisza, pustka i nic innego dookoła.
Dobrze, że jest rodzina, dobrze, że są przyjaciele, którzy mnie wspierają. Muszę zająć czymś myśli, więc biorę się do pracy, czytam opinię mojego Janka i szukam w internecie nowinek na temat dzieci autystycznych. Na facebooku odnajduje świetną stronę- poradnik autystyczny i wgłębiam się w ten świat by zrozumieć mojego ucznia.